Gravebound, czyli Borderlands spotyka Risk of Rain 2. Moje wrażenia
2026-10-09
Wyobraźcie sobie, że Borderlands i Risk of Rain 2 mają dziecko, a jego ulubioną zabawką jest karabin służący do demolowania zbuntowanego AGD.
Poznajcie Gravebound! :D
To kolejna gra, którą recenzuję, a która absolutnie nie próbuje wymyślać koła na nowo. Bierze sprawdzone mechaniki roguelite, dorzuca własny setting, trochę szalonego humoru i BAM! Mamy kolejną pozycję, przy której można spędzić długie wieczory.
🚨👉 Oświadczenie: 👈🚨 🚨👉Otrzymałam bezpłatny egzemplarz tego produktu do recenzji od serwisu KeyMailer👈🚨
Jeżeli graliście w Risk of Rain 2, Megabonk czy Vampire Survivors, szybko odnajdziecie się w podstawowej pętli rozgrywki. Walczymy, zbieramy ulepszenia, rozwijamy swoją postać i próbujemy przetrwać coraz większy chaos. Gravebound dorzuca do tego zbieranie łupów i ekstrakcję, dzięki czemu każda wyprawa ma również element ryzyka.
I kurde, jakie to jest przyjemne!
Szczególnie doceniam autorun. To absolutne błogosławieństwo! Dodajcie do tego broń, która nie wymaga idealnego celowania w przeciwnika, i otrzymujecie przepis na wygodne granie jedną ręką. Druga może spokojnie zajmować się kubkiem herbaty. :D
Ale największą atrakcją są dla mnie przeciwnicy.
Lodówko-robot.
Wiatrako-robot.
Monitor CRT-robot.
I cała armia innych blaszaków, które najwyraźniej uznały, że ludzkość wystarczająco długo traktowała je jak sprzęt domowy.
Im dalej docieram podczas wyprawy, tym bardziej rozglądam się za kolejnymi absurdalnymi hybrydami wymyślonymi przez twórców.
Oczywiście nie wszystko działa idealnie. Natrafiłam na błąd, przez który powiadomienie HUD o podniesionym przedmiocie przykleiło mi się do ekranu i zniknęło dopiero po znalezieniu następnego.
Drobnostka, ale jednak.
Zresztą w opiniach innych graczy też widać, że Gravebound potrzebuje jeszcze trochę szlifowania. Pojawiają się uwagi dotyczące technicznej strony gry, działania prywatnych lobby i systemu łupów. Część osób uważa również, że zawartości jest na razie trochę za mało.
Z drugiej strony gracze chwalą samą pętlę rozgrywki, pomysł na przeciwników i frajdę ze wspólnego demolowania robotów.
I tutaj zdecydowanie należę do tej drugiej grupy.
Co więcej, muszę przyznać, że obecnie w Gravebound gra mi się przyjemniej niż w trzy wspomniane wcześniej tytuły!
Czy polecam? Zdecydowanie!
Szczególnie jeśli macie kilku znajomków, którzy lubią podobne klimaty. Gra obsługuje kooperację nawet dla sześciu osób, więc wspólna sieczka clankerów może być jeszcze weselsza.
Tylko pamiętajcie, że to nadal Early Access.
A na koniec mam jedno pytanie do twórców.
NA BOGA.
DLACZEGO DODALIŚCIE ITALIAN BRAINROT JAKO SKINY?!
TUNG TUNG SAHUR?!
ASSASSINO CAPPUCCINO?!
PROSZĘ WAS. 😭😭😭
Nie wiem, kto wpadł na ten pomysł.
Ale obawiam się, że dokładnie rozumie swoją grupę docelową.
Komentarze (Potrzebne konto na GitHub)
Komentarze Giscus są wyłączone do czasu zgody na treści zewnętrzne.